sobota, 29 kwietnia 2017

1.2

''Widzę parę leżącą w autobusie
Zasypiających z zaufaniem
Marzę żeby mieć szansę by im powiedzieć
Ich miłość jest jak kwiat w śniegu.''

P.O.V Madeline

- Dzień Dobry!- zawołał najgłośniej jak umiał Stefan, a z ust skoczków wydały się ponure pomruki.- Wczoraj byliście żywsi.
- Jakim cudem tobie nic nie jest?- z trudem taszczyłam za sobą wielką walizkę, którą po chwili Kraft chwycił. Dzięki Boże, że jeszcze tacy ludzie chodzą po świecie.
- Po prostu nie poszedłem na imprezę, jest początek sezonu, a nie koniec żeby imprezować- wzruszył ramionami i poszedł w stronę odprawy. Ruszyłam za nim, kątem oka obserwując Michaela. Skoczek szedł z głową spuszczoną w dół, a jego włosy były w całkowitym nieładzie.
- Spałeś coś?- trener zwrócił się w jego stronę, a chłopak westchnął.
- Była impreza, wiadomo, że nie.
- Wróciliście po drugiej, miałeś 5 godzin... Wyglądasz jakbyś nie zmrużył oka.
- Bo nie zmrużyłem- mruknął.- Ale...
- To wraca Michael, nie zaprzeczaj- zaciekawiona podeszłam bliżej, chcąc więcej usłyszeć. Michael i problemy? On raczej wyglądał na kogoś... Całkowicie obojętnego na wszystko? Tak, raczej tak.
- Biorę tabletki, jest okej- warknął i po chwili spojrzał w moją stronę. Cholera, już się niczego nie dowiem. Spojrzał ostatni raz na Kuttina i poszedł w tym samym kierunku co Stefan.
- Jak tam wrażenia Madeline?
- Ujdzie- przyznałam zgodnie z prawdą.- Ile będziemy lecieć?
- No więc tak...- podrapał się po głowie i spojrzał na mnie ciepło.- Polecimy samolotem, potem statkiem, potem jeszcze raz samolotem, pasuję ci, czy...
- Tak trenerze, ale dlaczego nie możemy całości samolotem?
- Myślę, że 24 godziny to jednak trochę dużo, a na statku możecie się przespać w łóżku, mamy cały dla siebie, rozumiesz?- przytaknęłam.- Jeśli...
- Nie, jest okej- mruknęłam.- Coś jest nie tak z Michaelem?
- Ma problemy ze snem- być może powinnam być milsza dla niego? Może on po prostu jest na coś chory? Ewentualnie ma schizofrenię...- Idziesz? Zaraz lecimy!
Sprawdziłam jeszcze, czy wzięłam do torebki wszystkie rzeczy i ruszyłam w stronę odprawy.



''Widzę ptaki przecinające niebo
Trzy tysiące mil do przelecenia
Skąd wiedzą w którym kierunku mają zmierzać.''


 Wyjęłam słuchawki z uszu i spojrzałam zniechęcona w stronę Andreas'a.
- Możesz się zamknąć?
- To moja ulubiona piosenka!- założył wepchnął mi swoje słuchawki. Jeśli nie posłucham tej piosenki, mogę się pożegnać ze spokojem do końca podróży. Po chwili usłyszałam najbardziej znienawidzoną przeze mnie piosenkę. To są chyba jakieś jaja!
- Nienawidzę ich! Ich muzyka jest do kitu!
- Jak można nienawidzić Twenty One Pilots?!- burknął, a ja wzruszyłam ramionami.
- Są kiepscy- brunet otworzył usta, po chwili ktusząc się powietrzem. Zaśmiałam się cicho i podałam mu jego słuchawki.
- Od teraz cię nie lubię!- dodał sfrustrowany i odwrócił się do mnie plecami. Wreszcie będę miała spokój! Po kilku godzinach podróży, dobry Boże dziękuję!
- A mi z tym bardzo dobrze- skoczek spojrzał na mnie zniechęcony, ale mimo to z nadzieją w oczach. On nie odpuści.
- Musisz coś lubić, nie wierzę, że jesteś taką nudziarą!

Przewróciłam oczami i chwyciłam od niego słuchawki. Nałożyłam je na uszy, a chłopak puszczał mi coraz to gorsze piosenki. Taylor Swift, Selena Gomez, Tiesto, Kygo, połowa, których w życiu nie słyszałam, ba! Nawet nie miałam zamiaru! I ''ukochany'' Justin Bieber.

- Andreas wyłącz to, moje uszy krwawią!
- Jak ja ci puszczam jego najlepszą piosenkę! Wiesz ile to ma wyświetleń laska?!- uniosłam ręce w akcie obronnym.- Jeśli tego nie lubisz, to naprawdę jesteś powalona!

Usłyszałam głos mojego ulubionego piosenkarza, a na kąciki moich ust się podniosły. Jedna z niewielu piosenek do której miałam wielki sentyment. Dzięki niej dokładnie pamiętałam wszystkie niesamowite wspomnienia. Cicho powtarzałam słowa Tom'a, kołysząc się na boki.

''Cause it's not right, I'm magnetised
To somebody that don't feel it
Love paralysed, she's never gonna need me
but sure as the world keeps the moon in the sky.''

- Pasażerów proszę o zapięcie pasów!- piosenka została zagłuszona, a Kofler patrzył na mnie z dumą.
- Już myślałem, że jesteś kosmitką!
- Super, a teraz możesz się odczepić?
- Jezu, co z tobą jest nie tak?!
- Po prostu was nie lubię.
- Dlaczego?
- A dlaczego miałabym?- mężczyzna skrzywił się, ale koniec końców nic nie powiedział.

Zapięłam pasy i rozejrzałam się dookoła. Manuel rozmawiał z Gregorem, który żywo gestykulował w moją stronę. Cholera, byłam dla niego miła, ale to nie oznacza, że będziemy przyjaciółmi. Mam nadzieję, że tak nie myśli - inaczej się przeliczy. 
Zaręczynowy pierścionek nadal spoczywał na moim serdecznym palcu. Wiele razy zastanawiałam się, czy go zdjąć, ale coś mi nie pozwalało. Ułożyłam się wygodnie na siedzeniu i czekałam, aż samolot wyląduje.


''Jakoś zawsze wydają się wiedzieć
Mówią że matka natura jest we wszystkim co widzimy 
Marzę żeby we mnie też było trochę z matki natury.''


P.O.V Manuel

- Twoja siostra jest straszną suką! Przyniosłem jej walizkę, a ona nawet nie podziękowała!- poskarżył się Clemens.
- Hej, nie taką straszną! Lubi piosenkę Tom'a!
- A Twenty One Pilots?
- Powiedziała, że są kiepscy, rozumiesz?!- Andi zdenerwowany spojrzał na mnie spod byka.- Musimy zrobić z twoją siostrą porządek!
- Do niej ciężko się nawet zbliżyć- machnąłem ręką, chcąc pokazać chłopakom, że nie warto. Ona nie potrzebowała towarzystwa, zazwyczaj zawsze była sama. Nie rozumiałem, co jej się podoba w samotności, ale szanowałem to. Zabranie jej ze sobą było złym pomysłem, to oczywiste, ale nigdy nie zostawiłbym jej na lodzie. Tym bardziej znając jej trudny charakter.
- Ona jest kiedykolwiek miła?
- Rzadko- zaśmiałem się.- Szczególnie po rozstaniu z tym gnojkiem.
- Też bym ją zostawił, przecież to jakaś wiedźma!- Gregor pacnął Poppingera w ramię, a ten jęknął z ''bólu''.
- Ona kiedyś taka nie była, po prostu nabrała dystansu- wzruszyłem ramionami.- To moja siostra, muszę ją kochać, nieważne jaka jest.
- My ją przywrócimy do życia Manu! Nie martw się- zapewnił Stefan.
- Lepiej nie, ja z nią pogadam...
- Jak z nią się nie da!
- Mi się nie gadało z nią źle...
- Ta, tobie! Bo ty jesteś Stefan, każdy cię lubi! Na twą cześć nawet płyn do mycia naczyń wyprodukowali- wszyscy wybuchnęli śmiechem, łącznie z brunetem. Byliśmy zgraną ekipą, nie było żadnych zgrzytów. No może Hayboeck ostatnio przesadzał z imprezami, ale z każdym problemem mogliśmy się uporać.
- A nazwiska Gregora połowa świata nie jest w stanie wymówić!



Wokół nas nie było widać nic, prócz morza. Żadnego lądu, żadnej latarni - sama woda. Za kila godzin mieliśmy dopłynąć. Słońce zaszło już dawno, a Maddie siedziała na drugiej stronie statku, obserwując niebo. Usiadłem obok niej, a ta spojrzała na mnie niechętnie. Chłopacy mieli rację. Ona zazwyczaj po tygodniu stawała się cholerną jędzą. Na początku była jeszcze miła, ale wiedziałem, że teraz będzie taka jak zawsze. A raczej taka, jaka się stała.

- Czego chcesz Manuel?
- Serio zachowujesz się podle- jak gdyby nic zignorowała moją obecność i zwróciła wzrok ku gwiazdom.
- Powtarzam, przyjechałam tu, bo mnie szantażowałeś.
- Skarbie, ty byś nie poszła do rodziców, tak czy siak...
- Skąd wiesz?!- uniosła głos.- Nie dałeś mi wyboru Manu.
- Dobrze wiedziałem, że pracy i tak nie znajdziesz, a jak znajdziesz to prędzej, czy później wylecisz, bo coś ci nie będzie pasowało- niestety Mad taka była. Wszystko musiało być dla niej takie, jakie chciała. Zmieniła się kiedy związała się z nim. Przedtem pytała jak mi idzie na zawodach, przyjeżdżała do mnie, pracowała w małej kawiarence i wszystko było dobrze. Oczywiście oprócz nieprzespanych nocy - tego nigdy nie byłem w stanie zrozumieć.
- Coś jeszcze?
- Może chciałabyś przyjść do...
- Wolę tu posiedzieć z moim kotem, który na pewno jest mądrzejszy od was- nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem to zwierzę jest nadal z nami i jakim cudem ona je tu przewiozła. Czy trener wie o tym? Chryste, co za rzeczy się tu wyprawiają!
- No chodź, polubisz nas!
- Zachowujecie się jak małe dzieci, którym jeszcze nie wykształciły się mózgi- wskazała palcem na chłopaków, którzy chowali się za krzesłami, aby usłyszeć co mówimy. Z trudem powstrzymałem śmiech, a dziewczyna spojrzała na mnie poważnie.- Nie zniżaj się do ich poziomu, Manu...
- Dobranoc skarbie- ucałowałem jej czoło i ruszyłem w stronę chłopaków.- Panowie, jednak
musimy przywrócić ją do życia!




''Północ do południa
Biały do czarnego
Kiedy kochasz kogoś kto cię nie kocha.''



Klingenthal, Niemcy

P.O.V Madeline

Czas zleciał tak szybko, że nawet nie zorientowałam się, kiedy zaczęła się 2 seria. Chłopacy walczyli o 2 miejsce z Niemcami, bo co jak co, ale Polska prowadziła z ogromną przewagą. Muszę przyznać, że to nie było tak nudne jak myślałam, ale nadal było głupie. No, bo cholera kto leci na nartach przez jakieś 150 metrów? To szaleństwo! Oni wyglądają jak takie ludzkie samochody, nieważne jak dziwnie to brzmi. Ich prędkość w locie jest niesamowita przerażająca. Czy martwiłam się o Manuela? To oczywiste! Przecież mogło mu się coś stać, choćby mu się narta przekręciła, czy coś... Co wtedy? Nieodpowiedzialny sport, ale mimo to kochał to...

- Dlaczego ty nie skaczesz?
- Bo w tym konkursie może być tylko czterech skoczków- spojrzałam na Gregora oburzona. No halo, aż tak głupia nie jestem!- Żartuję tylko.
- Żarty mają być śmieszne, a nie obrażające.
- Siostry skoczków też mają być miłe, a nie obrażające.
- Odpowiesz mi na pytanie wreszcie?- mruknęłam zniecierpliwiona. Nie obchodziło mnie, co o mnie sądzą. Chciałam tylko choć trochę dowiedzieć się o tym sporcie, o miejscach w których przebywam. Być może trochę o nich, ale nie tyle, by się zaprzyjaźnić. Ludzie znikają zawsze, miejsca i wspomnienia nie.
- Ponieważ mam kontuzję.
- To dlaczego jej nie leczysz?- spytałam zdziwiona.
- Będę leczył. Zaczynam za miesiąc, ale na razie chcę z nimi tutaj pobyć- podał mi kubek ciepłej czekolady, więc ochoczo upiłam łyk.
- Przez co masz kontuzję?
- Długo, by opowiadać, kiedyś jak nie będziesz taka wredna, to może ci opowiem- przytaknęłam, chociaż chciałam się dowiedzieć teraz. Zazwyczaj dostawałam wszystko, co chciałam... Ale od niedawna się to zmieniło.- O zobacz leci Kraft!
- On ma chyba talent w tym nie?
- Jest niesamowicie dobry, cały czas trenuję i walczy o coraz lepsze wyniki- stracił na chwilę uśmiech i spojrzał w stronę skoczni.- Jest taki, jak ja kiedyś.
Widziałam po jego minie, że nie warto rozmawiać na ten temat, więc skupiłam się na zawodach, a skoczek podał mi następny kubek czekolady.



Po kilku minutach konkurs skończył się wygraną Polaków, drugim miejscem Niemiec, a my skończyliśy na trzecim. Dziś nie było mowy o żadnej imprezie - chłopacy doskonale to wiedzieli. Trener zagroził, że jeśli zobaczy kogoś z piwem, może pożegnać się z kadrą A. Manuel od razu wpadł wykończony do pokoju, który dzielił z Clemensem. Stefan poszedł jeszcze pobiegać, a drugi Manuel grał na konsoli. Reszta chłopaków już spała lub się kąpała. Zadowolona ciszą i świętym spokojem położyłam się na łóżku, a Kevin wskoczył obok mnie, wyciągając swoje ciało na wszystkie strony. Podrapałam go za uchem, a on głośno zamruczał. Uwielbiałam takie wieczory - tylko ja, kot i ulubione seriale. Na laptopie leciał kolejny odcinek '' Pamiętników Wampirów''. Cała przestraszona, jak i strasznie zaciekawiona czekałam na moment pojawienia się Klausa. Tyle czasu czekałam, by dowiedzieć się, jak on naprawdę wygląda. 

Z minuty na minuty byłam coraz bliżej. ale wszystko przerwało pukanie do drzwi. Wściekła wstałam z łóżka i otworzyłam drzwi. Przed nimi stał ledwo podtrzymywał się ściany Kofler, który po niecałej sekundzie upadł na mnie całym ciałem. Przytrzymałam go i wprowadziłam do swojego hotelowego pokoju. Śmierdziało od nim alkoholem pomieszanym z papierosami. Cholera, przecież trener im coś mówił! Brunet z moją pomocą ułożył się na łóżku, jęcząc coś pod nosem. Nie byłam aż taką suką, aby go wydać na śmierć. Mnie trener nie będzie przecież podejrzewał, ale pozostawała jeszcze jedna kwestja. Kofler? On naprawdę mógł się upić?



- Andreas...- potrząsnęłam jego ramię, a on spojrzał na mnie ze wdzięcznością.
- Maddie, j-ja ci bardzo dz-dziękuję- oczy same mu się zamykały. a usta ledwo wymówiły to zdanie. Zabije tego, kto mu to dał! Przecież gdyby trener się dowiedział to by osłabiło całą kadrę!

Wow, masz serce!

- Kto ci to dał?
- Michi złe kici...
- Co?- zdezorientowana spojrzałam w jego oczy, a on zaśmiał się głośno.
- No bo Michael nie lubi kotków nie? A jak można ich nie lubić?- zaskomlał i przysunął do siebie Kevina.- No to nazwaliśmy go złe kici rozumiesz, bo...
- Czyli Michael ci to dał?- kiwnął głową i zamknął oczy. Westchnęłam cicho i usiadłam na fotelu. Na kolanach położyłam laptopa i zamierzałam dokończyć to co mi przerwano. Co pewien czas patrzyłam na skoczka, aby upewnić się, czy wszystko gra. Myślałam. że oni są bardziej poważni... Moment, moment, moment! Michael!

No szybka jesteś kretynko!

Skarciłam się w duchu, że nie pomyślałam o tym szybciej. Jeśli trener to zobaczy on jest skończony! Nie robiłam to dla niego, dla nich - robiłam to dla Manuela. Dziś zauważyłam jak wiele znaczą dla niego te skoki. Nie chciałam, by jego drużyna się rozpadła. Wtargnęłam do pokoju blondyna, a ten spojrzał na mnie wkurzony.



- Nikt cię tu nie zapraszał.
- Ale trenera zaraz ktoś może zaprosić prawda?- mruknęłam słodko.
- Mam to gdzieś.
- Twój kolega szedł po holu uchlany, to też masz gdzieś?
- Co się stało, że nagle tak się nim zaopiekowałaś?- zakpił, podchodząc bliżej mnie.
- Bo mam jeszcze serce, dupku.
- Uważasz, że ja nie mam?- warknął, a ja odruchowo cofnęłam się do tyłu.- To mój kumpel, wiedział, co robi i gdzie lezie. 
- Więc dlaczego poszedł do mnie, a nie do swojego pokoju?
- Bo jest głupi? Myśli, że cię zmieni, że go polubisz- jego oczy patrzyły w moje z nienawiścią. Z trudem złapałam uśmiech.- A ty jesteś tylko zapatrzoną w siebie idiotką.
- A ty jesteś zapatrzonym w siebie pijakiem...- jego ręce naparły na moje ramiona, mocno przyciskając mnie do ściany. Jęknęłam cicho z bólu.- To boli.
- Naprawdę?
- To się zalicza jako bicie idioto!
- Trzymanie cię mocno? Nie sądzę- zaśmiał się sarkastycznie.- Gdybyś była moją dziewczyną, to byłoby normalne.
- Nigdy nie będę twoją dziewczyną- próbowałam wyrwać się z uścisku, ale moje starania przy nim, zdały się na marne. 
- Nawet bym cię nie chciał.
- Pieprzony pijak- wyszeptałam, ale blondyn to usłyszał. Docisnął mnie jeszcze mocniej, a na skórze zaczęły robić się czerwone ślady. Przerażona uniosłam wzrok, a chłopak natychmiast go odwrócił. Kompletnie nie mogłam zrozumieć, co się dzieje. Jego oczy były niemal czarne, ale po chwili wróciły do swojego danego koloru.
- Nigdy więcej nie mów, że jestem p i j a k i e m- puścił mnie, a moje ciało powoli zsunęło się po ścianie. 
- M-Musisz t-tą but-telkę wyrzucić, in-n-naczej trener się dowie- z trudnością wyjąkałam, a chłopak wyrzucił butelkę do śmietnika, po czym spojrzał na mnie wyczekująco. Trzasnęłam drzwiami i pobiegłam do swojego pokoju. Łzy zbierały się w moich oczach, ale musiałam pokazać wszystkim, ze jestem silna. A szczególnie jemu... Michael Hayboeck nie wie jeszcze z kim zadarł. Wojna? Właśnie się zaczęła.




''To nie jest w porządku, przyciąga mnie 
Do kogoś kto tego nie czuje
Miłość paraliżuje, Ty nigdy nie będziesz mnie potrzebowała.''
_________________________________________________________
Przepraszam za tak wielkie opóźnienie!
Wreszcie jestem! 
Za wszelkie błędy przepraszam.
Madeline to straszna jędza, nie sądzicie? :/
Jak minęły święta u was? :)
Powiadamiajcie mnie o nowych rozdziałach!
Postaram się nadrobić wszystko! :^
Pozdrawiam i do następnego!
Kiedy następny? 
Informacja pojawi się w ''ważne''!
Buziaki! :*

KOMENTARZ = MOTYWACJA


wtorek, 21 marca 2017

1.1

''Miałam sen
Znów mieliśmy po siedemnaście lat
Letnie noce i swobody
Nigdy nie dorastając.''

Kuusamo, Finlandia

P.O.V Madeline
- Jeżeli nie przestaniesz, to roztrzaskam ci łeb.- warknęłam poirytowana próbując skupić się na książce. Manuel od pół godziny, bez przerwy ''śpiewał'' piosenki Bieber'a. Byłoby okej, gdyby nie to, że on brzmi jak umierająca krowa. W sumie z tymi tunelami to on wyglądał już jak taka krowa. Ciekawe, co by rodzice na to powiedzieli!
- What do you mean?
- Nieeeeee, Manuel, błagam cię!- zdesperowana zaczęłam szukam zatyczek do uszu, a skoczek śmiał się jak upośledzony.
- Jeszcze będziesz płaciła za moje koncerty!
- Chyba raczej za to, by z nich wyjść.- mruknęłam, a po chwili poczułam uderzenie w ramię.
- Jesteś wredna, Mads!
- A ty agresywny!
- Takie życie złotko. Jesteśmy.
Spojrzałam przez okno i ujrzałam... W sumie nie ujrzałam nic ciekawego, tylko hotel, a myślałam, że na pierwszy ogień pójdzie skocznia. Jechaliśmy całą noc, znaczy ja spałam, a on prowadził, ale to szczegół. On miał jakiś dar, że nigdy się nie przemęczał. No jedynie, że mnie porwał i lecieliśmy samolotem...
Nieistotne, ważne, że dojechaliśmy do... No właśnie, gdzie ja jestem?! 
Odwróciłam głowę w stronę skoczka, którego już nie było w samochodzie. Super, jeszcze tego mi brakowało! Szybko otworzyłam drzwi i zdenerwowana szukałam Manu. Nie wierzę, nie wierzę w tego kretyna! Zostawił mnie w tym samochodzie i sobie gdzieś poszedł!
- Michael, to jest...
- Gdzie ja jestem?- warknęłam w stronę brata, który roześmiał się głośno. Mi do śmiechu zdecydowanie nie było, no, bo cholera w jakiej części kraju jestem?!



- Skarbie, powinno się chyba wiedzieć dokąd się jedzie.- uniosłam głowę spoglądając na blondyna. Dopiero teraz zauważyłam, że stał obok mojego brata. 
- Skarbie, a ja myślałam, że sportowcy są przystojni i wysportowani, a na razie widzę przed sobą jakąś niezbyt urodziwą kluskę.- spojrzał na mnie zaskoczony, jakbym powiedziała mu, że to Maryja wisiała na krzyżu.
- Skarbie, a myślałaś o tym, żeby udać się do okulisty?
- Skarbie, a myślałeś może żeby udać się do fryzjera?- odpyskowałam patrząc na niego z miną zwycięscy. Jego włosy były w nieładzie i nie artystycznym, po prostu były w nieładzie.
Koszulka z krótkim rękawem zamiast opinać mięśnie ukazywała jedynie wątłe ręce chłopaka.
Jego twarz była strasznie blada, a oczy wyblakłe i zimne. On cały był taki bez koloru i życia.
- Skarbie, a myślałaś może, o...
- Zamilcz niemądry człowieku, mam ważniejsze sprawy.- spojrzałam na niego z mordem, kiedy próbował jeszcze coś dodać.- Manuel, ponawiam pytanie.
- Daleko.- palnął.
- Może mi jeszcze powiesz, że samolotem lecieliśmy?- zaśmiałam się.
- Wszyscy lecieliśmy!- czyjeś ręce opatuliły mnie mocno w pasie, a ja naprawdę nie wiedziałam na czym mam się skupić. Na tym, że nieświadoma leciałam samolotem, czy, że ktoś mnie molestuje.



- Moment, kim ty jesteś? 
- Andreas, Andreas Kofler.- brunet chciał mnie przytulić po raz kolejny, ale zwinnie się odsunęłam. Nie byłam przyzwyczajona do tak czułych gestów. Tylko Manuel mógł mnie przytulać, no kiedyś też Nathan, ale pomińmy tą kwestię. To imię, okej ta osoba po prostu nie istnieje.
- Okej, Andreas, powiesz mi gdzie jestem?- uśmiechnęłam się fałszywie do bruneta, lecz na moje szczęście łyknął to.
Bądź milsza!
- No jak to, gdzie! W Finlandii!- przepraszam bardzo co?!
- Mads, skarbie, ja naprawdę... Bo wiesz... Ja...
- Nic nie mówiłeś, że będziemy jeździć tak daleko! Nic!
- Słonko...
- Nie słonkuj mi tutaj! Ledwo wytrzymam rozmawianie z tymi pokrakami, a dopiero wyjeżdżanie i wylatywanie bez mojej wiedzy do innych krajów!- przegryzłam wargę wiedząc, że powoli zaczynam przeginać.
- Zajebiście.- większość spojrzała na mnie z wyrzutem i poszła do hotelu.



- Przepraszam, chciałem dobrze, zrozum...
- Ugh, nienawidzę cię, nie odzywaj się do mnie!- chciałam iść, ale brunet wtulił mnie w siebie.- Nadal cię nienawidzę.
- Wiesz jaka jesteś, gdybym ci powiedział wtedy na bank byś spieprzyła. To cud i tak, że w ogóle się zgodziłaś. Wiem, że ty nienawidzisz podróżować i nienawidzisz zmian, lecz zrób to dla mnie okej?
- Po prostu lubię mieć wszystko pod kontrolą.- warknęłam.- Ugh, chodźmy już...
- Chłopacy, albo kilku, których tu jeszcze stoi, zbierajcie się, lecimy!
- Ale jak to, teraz?
- Głupi jesteś, jutro dopiero kwalifikacje!
- To gdzie my do cholery lecimy?!- uderzyłam się z otwartej pięści w czoło. I ja miałam tu z nimi wytrzymać? Przecież oni są upośledzeni! Już na pierwszy rzut oka widać, że wyszli z jakiegoś psychiatryka. Po za tym, kto ogląda te skoki? To sport dla idiotów. Zamiast ''skoki narciarskie'' nazwałabym to ''Jak szybko skręcić sobie kark lub wylądować na wózku inwalidzkim''. Ale tak tylko mówię.
- Do hotelu, debilu!- wszyscy zaczęli się śmiać, a ja pokręciłam głową ze zrezygnowaniem. Z czego tu się śmiać? Przecież ich intelekt jest niższy od dzieci w przedszkolu. Chwyciłam swoją walizkę i kota kierując się w stronę hotelu.



- Może ci pomogę?- podniosłam głowę i ujrzałam wysokiego uśmiechniętego szatyna. Gregor Schiele... Zostańmy przy Gregor. To już cud, że znam jakiegokolwiek skoczka. Obił mi się jeszcze o uszy Piotr Żyła, czy Simon Amman, ale po za tym pustka.- Nie jesteśmy aż tacy źli...
- Nie mi to oceniać...
- Ale mogłabyś chociaż nas poznać.- wzruszyłam ramionami i zostawiłam go z tyłu z moją walizką. Jestem zupełnie inna niż oni i nie będę starała się specjalnie dla nich zmieniać, albo udawać głupią.
Stanęłam koło recepcji, a po chwili obok mnie stanął Gregor. Kobieta dała nam karty do pokoi, patrząc na chłopaka, jak zaczarowana. Wywróciłam oczami i ruszyłam przed siebie. To tylko jacyś skoczkowie, a ta się podnieca, jak nie wiem co. Nie chcę wiedzieć, co robi sama w domu, kiedy ogląda jego zdjęcia. 
- Dzięki.- mruknęłam, a chłopak uśmiechnął się lekko. Co się tak szczerzy, jak okazji nie ma?
- Może chcesz przyjść do nas i...- spojrzałam na niego z pod byka.- Nieważne, pewnie jesteś zmęczona po podróży, kiedy indziej spytam...
- Albo?
- Albo nigdy?- przytaknęłam.- Nie licz, że się wywiniesz. Jesteś w kadrze, jesteś w rodzinie.- spojrzałam na niego z grymasem.
- Nie lubię swojej rodziny.- pewnie zaraz wyjdę na jakąś aspołeczną psycholkę, ale co mi tam? Lepiej być szczerym, niż potem mieć kłopoty.
- To polubisz nową.- poklepał mnie po ramieniu i szybko odszedł. Westchnęłam wchodząc do pokoju i wypuszczając kota.
- Czeka nas przygoda Kevin, przygoda z bandą niedorozwojów.




''Coś idzie nie tak gdy rozmawiamy.
Wydaje mi się, że skrywasz swe problemy.
Tak naprawdę nigdy cię nie dopuściłem.
Nie, nie możesz mnie kontrolować.''

P.O.V Michael
- Jełopie głupi, nawet się sezon nie zaczął, a ty już w klubie? Trener się wścieknie!- wybuchłem śmiechem przytrzymując brunetkę.
- Trener się nie dowie Stef, nie przezywaj tak, bo popuścisz.- dziewczyna zachichotała, a ja wywróciłem oczami. Lepiej była, jak się kompletnie nie odzywała. 
- Ta dziewczyna tu nie wejdzie, trener, by się wściekł!- czy on musi być tak irytująco opiekuńczy? Czy musi za każdym razem mnie obserwować?
- Chcę się wyluzować przed sezonem, tylko dziś, no nic mu nie mów, Kraftiiii- wyjęczałem do telefonu, bo cholera naprawdę miałem dziś ochotę. Jutro, jak zawsze obudzę się lewą nogą i będę chodził do końca dnia marudny i wściekły na świat. Czyli, jak zawsze.
- Nie, nie pomogę ci, przeginasz Michael, ja mam dość, cześć!



- Stefi, nie! Musisz zejść i zagadać trenera!- brunet rozłączył się, a ja warknąłem pod nosem. Przyjaciel z niego, jak z kociej dupy. A hotki myślą, że my geje jesteśmy, ble.
Nie mają pojęcia, jak mu czasem z ust wali. I ja miałbym to całować? Nigdy!
- Coś nie tak skarbie?- przytuliła się mocniej do mojego boku, a ja szybko ją odepchnąłem. Przytulanie się było ohydne, tym bardziej jeśli powoli odzyskiwałeś świadomość co się dzieje.
- Idź sobie gdzieś, nic z tego nie będzie.- przeczesałem włosy i wszedłem do hotelu, ignorując wołania blondynki. Ochrona i tak zaraz ją wyprowadzi, a Stefan będzie pewnie w cholerę dumny z siebie.
Popchnąłem drzwi od pokoju, które swoja drogą były otwarte. Dziwne, Manuel zawsze zamyka, jak jest ze mną w pokoju...
- Co ty tutaj robisz?- podskoczyłem w miejscu słysząc donośny głos zza moich pleców. Obróciłem się szybko i zobaczyłem... Jak się mówi na rude laski w ręczniku? Cholera, jednak nie jestem tak obeznany, jak myślałem. Przyjmijmy, ze była wyjątkową (urwaną z kosmosu) blondynką. Przeleciałem wzrokiem jej ciało i oblizałem usta. Nie powiem, że była zła, a wręcz przeciwnie. Jedyne, co mi nie pasowało to ten grymas na nawet ładnej twarzy. Miałem wrażenie, ze skądś ją kojarzę, ale nie mogłem sobie przypomnieć.- Możesz mi odpowiedzieć?



- Ach to ty!- uderzyłem się w głowę przybliżając do niej.- Siostra Manu i ta która nie wiedziała gdzie jesteśmy! Co robię? Oglądam siostrę Fettnera w krótkim ręczniku!
- Wynoś się stąd.- uniosłem ręce w geście obronny, śmiejąc się głośno.
- Hej, mała spokojnie, wiem czego chcesz...
- Jedyne, czego chce, to żebyś wyniósł swój gruby tyłek z mojego pokoju.- spojrzałem na nią urażony. Przecież ja na diecie jestem! Wcześniej mnie wyzwała od klusek, czy coś podobnego, a teraz znowu się doczepiła do mojej wagi.
- Ważę mniej niż ty, głupia!
- Ugh, po prostu wyjdź idioto!- otworzyła mi drzwi i spojrzała błagalnym spojrzeniem.- Proszę, naprawdę nie chcę was znienawidzić.
- Jaka ty jesteś sztywna, jezuu.- machnąłem ręką i wyszedłem z pokoju. Zjechałem po drzwiach i uśmiechnąłem się fałszywie wiedząc, że dzisiejszej nocy zasnę choć trochę szybciej. Leki nie pomagały, ludzie nie pomagali, ale po alkoholu byłem na tyle wymęczony, by usnąć chociaż na dwie, trzy godziny. Myśli zbyt pochłaniały mnie, bym spokojnie mógł przenieść się do innego świata.  


''Kto obudzi się by odwieść cię do domu
Kiedy jesteś pijany i samotny?
Kto przeprowadzi cię
Przez wschodzący świt?''


P.O.V Madeline
- Pobudka!- podniosłam się szybko, uderzając głową o szafkę nad łóżkiem. Dwie godziny snu, nie powiem, czuję się wyśmienicie.
- Cholera, Gregor!- jęknęłam łapiąc się za obolałą głowę, a skoczek spojrzał na mnie przerażony.
- Boże, ja przepraszam, ja chciałem tylko ci powiedzieć, że jemy śniadanie i...
- Już spokojnie.- uśmiechnęłam się lekko.- Nic się nie stało, ale na drugi raz nie wchodź mi do pokoju, dobra?
- Pukałem, ale nie otwierałeś, a drzwi były otwarte i...
- Cholera, Kevin znowu gdzieś łaził w nocy.- wstałam wyciągając z podróżnej torby karmy dla kota. Pewnie szukał jakiegoś jedzenia po hotelu, bo zapomniałam go wczoraj nakarmić.
- Kto to Kevin?- skoczek usiadł na łóżku przyglądając mi się zaciekawiony. Chciałam go wyrzucić, ale sobie odpuściłam. Nie był aż tak wkurzający, jak myślałam.
- Mój kot.- otworzyłam karmę i wsypałam mu do miski.- Keeeeeevin!
- Madi, ale ty wiesz, że Michel jest uczulony na koty?- wybuchłam śmiechem po raz pierwszy od kilku miesięcy. Pewnie musiałam wyglądać dziwnie, skoro chłopacy mnie uważali za nadętą i sztywną lalunię.
- Karma powraca do ludzi.
- Pewnie ci już podpadł.- kiwnęłam głową , przypominając sobie sytuację z wczoraj.
- Wiesz co?- spojrzałam na Gregora. Raz mi się nic nie stanie.- Poczekaj na mnie, jeśli chcesz, tylko się umyję i ubiorę.
- Jasne.- uśmiechnął się szeroko i zaczął obserwować Kevina, Chwyciłam wybrany przez siebie strój i weszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu ubrałam się i lekko pomalowałam. Być może Gregor widział mnie bez makijażu i nie krzyczał ze strachu, ale mimo to czułam się niepewnie bez niego.
- Idziemy?

- Już, już.- podrapał zwierzę za uchem, a te wydało cichy pomruk. Za niedługo będzie kochał go bardziej ode mnie. 
Podeszłam do wielkiego stołu z jedzeniem, zastanawiając się, co wybrać. Gregor nawet nie spojrzał, co nałożył i pobiegł do chłopaków. Przy stole siedzieli już prawie wszyscy tylko dwa krzesła były wolne. Zazwyczaj to ja byłam wszędzie pierwsza, ale kto wymyślił wstawanie o 7?! Skończyły mi się tabletki przepisane od lekarza, więc czułam się tym bardziej jakbym jeszcze spała. Nie mam pojęcia, jak oni to robią, że są tacy żywi i radośni, ba! Wyglądają nawet na wypoczętych i wyspanych. 
- Przyzwyczajenie.- mówił brunet patrząc na mnie z uśmiechem. Skąd on wiedział o czym myślę? Cholera, jestem aż tak przewidywalna?- Stefan.
- Madeline.- wyciągnęłam rękę, którą po chwili uścisnął.
- Przyda nam się tu jakaś kobieta, tyle razy staram się ich ogarnąć i nadal nic, hotki nie mają pojęcia, jakie z nich niedorozwoje...
- Jakie hotki?- przerwałam mu wywód i spojrzałam na niego niezrozumiale.
- Fanki skoczków narciarskich, wiesz krasze, fanfiction'y i wiele innych.- przytaknęłam, opadając na krzesło.- Dobra lecę, bo trening za godzinę, a te debile dopiero kończą jedzenie! Nieważne, zobaczysz w jakiej formie jesteśmy!



 Pomachałam mu i uśmiechnęłam się lekko. Przesadziłam? Osądziłam ich, nie tak jak powinnam? Zazwyczaj w opowiadaniach laska orientuję się w połowie historii, że źle zrobiła i zaczyna przepraszać. Powinnam to zrobić teraz, bo potem będę latać za każdym i ryczeć, że to nie tak. Stanęłam przy wolnym krześle i chrząknęłam. Czyli w skrócie, uznajmy iż dziś jest dzień dobroci dla zwierząt.
- Wczoraj nie byłam zbyt miła i...kontaktowa. Więc zacznijmy jeszcze raz, jestem Madeline i miło mi was poznać.- skoczkowie unieśli głowy, spoglądając na mnie z wielkim uśmiechem.
- Mówiłem, że nie jest aż taką suką!
- Markus, idioto!- warknął Manuel, a ja uśmiechnęłam się fałszywie.
- Przyzwyczaiłam się.- chwyciłam widelec i tak po prostu zaczęłam konsumować swoje jedzenie. 
- Chłopacy wiecie, że Mads ma kota? A Michael ma uczulenie!
- Ale będzie jazda, jak się dowie!
- O patrzcie, on tu idzie!
- Kto mu powie?
- Ja!
- Ja!
- Nie, bo ja!
- Idioci, jak on się dowie, to będzie po tym kocie!



- Jakim kocie?- zasłoniłam usta dłonią próbując się nie zaśmiać, co było cholernie trudne. 
- A mówią o Kevinie.- machnęłam dłonią.- Jak zsika ci się w pokoju, to przyjdź do mnie, dam ci jakiś proszek na to. Nie będę za nim ganiać w nocy, więc wiesz...
- Że co?!- cała karda (tym razem już ze mną) wybuchnęła śmiechem widząc reakcję blondyna.- Wywalcie tego kota! Gdziekolwiek on jest! Popaprańce, wiecie jakie mi krosty wychodzą! Nie ma mowy!
- Laluś.
- Jak mnie nazwałaś?
- Laluś... Chyba pojawienie się mojego kota, też źle oddziałuję na twój słuch.- czemu oni brzmią jak chrumkające świnki, które duszą się wodą?
- Głupia idiotka.- warknął i wyszedł nawet nie zaczynając jeść swojego posiłku. Spojrzałam instynktownie w stronę Gregora.
- Możesz zawołać Kevina, zje za niego.- chwyciłam talerz i ruszyłam do pokoju. Mają lepsze jedzenie, niż myślałam. Szczególnie, kiedy ty nie umiesz gotować i wszystko co teraz jesz wydaje się niesamowite.



''Wezmę ze sobą
Polaroidy i wspomnienia
Ale wiesz, że pozostawię
Najgorsze między nami.''


P.O.V Michael 
Minął trening, minęła seria próbna, minęły kwalifikacje a ja byłem wykończony. Heinz wpadł tylko do mojego pokoju, oznajmiając, iż za 15 minut mamy skakać i jak się nie zbierzemy, to nam tyłki przetrzepie, a ja za cholerę nie miałem siły na ten cholerny konkurs. Czasami zastanawiałem się, co ja tu robię. Wiele razy chciałem odpuścić, ale potem przychodziły te dobre chwile, które oczywiście potem zapijałem. To nie tak, że byłem jakiś uzależniony. Po prostu musiałem jakoś zasnąć.
Jak się napijesz, czy po prostu wypalisz papierosa lepiej też wyglądają ludzie, lepiej wygląda świat, czy nawet pies sikający pod drzewem. Właśnie! Jeżeli kot tej idiotki przyjdzie mi tutaj, to zapierdole sukinsyna i zrobię z niego obiad. Albo dam Taku, a ten profesjonalnie mi to zrobi.
- Michael, Boże nie zdążymy!- Manuel obudził się i wyskoczył z łóżka jak szalony.
- Mamy 5 minut jeszcze.- uderzyłem się mentalnie i to dość mocno, cholera mamy być za 5 minut na belce!- Boże święty nie zdążymy!
Chwyciłem narty i przez te cholerne buty wolno doszedłem do windy. Fettner wpadł za mną zdyszany i przerażony. Tym razem przesadziliśmy i będziemy mieli spory problem.
- Wiesz, jaki trener będzie wściekły?!
- Jesteście śmieszni, jak tak się śpieszycie na skocznie, a tam pół godzinna przerwa ze względu na wiatr.- przyrzekam, że po raz pierwszy (i ostatni) z wielką radością zareagowałem na głos dziewczyny.- Manuel, kiedy ty nauczyć się nie spóźniać?



- Ale...
- To ja go nie obudziłem.- parsknąłem patrząc na nią kątem oka. Widziałem jak zrobiła się czerwona, a jej dolna warga zaczęła drżeć.
- O ile wiem, to w tym sporcie też jest ważne, aby się nie spóźniać...
- Ależ ty szybka!- przewróciłem oczami.
- Możesz się przymknąć?! Już dużo dziś narobiłeś! Jakim debilem trzeba być, by niemal przegapić swój skok?!
- Maddie, jest okej, chodź idziemy, czasami nam się tak zdarza...- mruknął skoczek łapiąc ją za dłoń, a ja wychodziłem z siebie. Cholera jasna! Boże, jeśli wyzywałem kiedykolwiek na Fettner'a w wersji męskiej, przepraszam najmocniej! Jeśli mówiłem byś go zabrał, tam skąd go przywlokłem, błagam zabierz stąd tą głupią wariatkę!
- Nie każdy jest tak perfekcyjny jak ty, idiotko.- ominąłem ich i ruszyłem przed siebie. Dlaczego ona musiała tu przyjechać? Nic o niej nie wiemy, nie znamy jej kompletnie, a mamy z nią jeździć po całym świecie. Jeśli tak, to ja też chcę zabrać swoją dziewczynę.
Ty nie masz dziewczyny Michael.
Przymknij się. W jakim celu ona tu jest? Nawet tu nie pracuję, ba, my nawet nie wiemy gdzie ona pracuję! A co jak jest jakimś płatnym zabójcą, lub gwałcicielem?
- Skup się, idioto!- westchnąłem cicho i powoli przygotowywałem się do skoku.




*

  Mój skok w pierwszej serii był okey, nic po za tym. Mogłem więcej, musiałem więcej. Peter prowadził, co oznaczało, że dziś szykuję się impreza do białego rana u Słoweńców. Anze ma mocny towar, a ja nie zamierzam przepuścić takiej okazji.
Widząc trenera, który po raz kolejny machnął mi chorągiewką, wystartowałem. Jeszcze sekunda i pewnie zostałbym zdyskwalifikowany, a Hainz kazał mi biegać 1000 karnych kółek.
  Ułożyłem się w miarę przyzwoicie w powietrzu i wylądowałem na 141 metrze. Nie jest źle, poprawiłem się, ale to nie to samo. Kiedyś skakałem z sercem, zaangażowaniem, a każdy skok był niesamowity. A teraz? Wszystko mi było obojętne. Pobudka, śniadanie, trening, co tydzień konkurs, impreza, seks, sen. To nie tak, że nie byłem szczęśliwy, po prostu wszystko miałem gdzieś, sam nie wiem czemu. 
  Zdjąłem narty i pomachałem w stronę kamery. Prawdopodobnie, na pewno wszystkie moje hotki w tej chwili podniecały się przed telewizorem, mówiąc jaki to jestem słodki, czy gdzie wyprawimy ślub.
Nie mam pojęcia, co one we mnie widzą, ale chyba wolę nie wnikać. Jestem bardziej zmienny niż wiatr zakłócający prowadzenie zawodów w Norwegii. 
  Usiadłem obok Daniela, który pogratulował mi dobrego skoku. Gdyby był dobry, to byłbym w czołowej ''5''. Zmieniłem temat, zaczynając nudne pogaduszki o pogodzie, a Lanisek latał wokół z jakąś butelką. Po chwili dobiegł do niego Piotrek Żyła i zaczęli coś szeptać.
- I to ja rozumiem!- zawołał ochoczo Polak, klepiąc blondyna po plecach.
- No, no młody ma dziś swój dzień!- mruknął Daniel z uśmiechem wędrując do Domena Prevca. 
- Nie ważne, czy Domen, czy Peter, ważne, że Prevc! Dziś cała Finlandia będzie się bawić!



''Nie, nie chcę wiedzieć, 
gdzie byłeś czy gdzie pójdziesz
Ale wiem, że nie będzie mnie w domu
A ty będziesz sam.''

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Przepraszam za opóźnienie! :) Następny rozdział już normalnie w sobotę!
Opóźnienie również na waszych blogach postaram się jak najszybciej nadrobić! :)
Za długi, czy może być? :) Mogę pisać krótsze i częściej. <3
Pozdrawiam cieplutko i trzymam kciuki za Kamila! Co, jak co ale zasługuję na tą kulę :) 
Ściskam!